Specjalne szelki dla Loba.

Lobo niestety spacery odbywa na smyczy. Jest bardzo grzecznym i całkiem karnym psem, wraca na wołanie, trzyma się blisko człowieka, ale…. jak wielokrotnie wspominałam, Lobo jest myśliwym. Kiedy wyczuje lub zobaczy dzikie zwierzątko traci kontakt z rzeczywistością, jest tylko Lobo i gonione zwierzątko. Dla bezpieczeństwa więc nie spuszczam go ze smyczy. Ponieważ poprzednie szelki niemiłosiernie rwały mu futerko (boczki Loba stały się łyse) szukałam modelu szelek, które oszczędzą mu futra. Podpatrzone i zmodyfikowane szelki, które są dla psa bezpieczne, wygodne i nie rwące sierści, w modnym kolorze.

img_4983img_4982img_4981

Zimowy, sportowy kubraczek dla Didi.

No i się zabrałam za robotę ponad dwa tygodnie temu. Najpierw wykrój, w domu był tylko papier ozdobny, więc Didi ubrana niczym prezent świąteczny niezbyt cierpliwie znosiła przymiarki. Przykrajaniu nie było końca, gdyby nie skończył się papier to wykrój nie powstałby nigdy. Potem należało przykroić materiał. Przykrajałam trzy razy brzuszek, bo raz wycięłam za mało na szyjkę, a drugi raz za dużo. No i szycie. O matko!!! Prułam chyba z 20 razy. Ciągle popełniałam jakieś błędy, a to położyłam na prawej stronie i zszyłam, a miało być na lewej, a to zrobiłam zaszewkę na brzuszku a miała być na plecach, a to wszyłam paseczki do środka, a miały być na zewnątrz. Po dwóch tygodniach ciężkiej pracy, każdego popołudnia poświęcałam co najmniej trzy godziny na szycie kubraczka, wyłonił się kształt. Ale efekt to klapa, kompletnie nie o to mi chodziło. Trochę odsapnę i wezmę się za robotę od nowa.

Ale muszę się też trochę pochwalić. Sama zrobiłam wykrój (pierwszy w życiu), sama wykrajałam i szyłam i nawet moja mama z uznaniem stwierdziła, że jak na pierwszy raz wyszło całkiem przyzwoicie. A kołnierz wszyłam profesjonalnie, no półprofesjonalnie ;-)

img_1275img_1533

Gdzie nas nogi i łapy poniosą – Chrzanowo. I trochę o psiakowym szyciu.

Kilka dni temu moja przyjaciółka Gosia miała urodziny. Z tej okazji zaprosiła nas do Chrzanowa w gminie Łęczyce. Właśnie w Chrzanowie Gocha kupuje kawał ziemi, tam zbuduje dom i ukryje się przed zgiełkiem miasta. Okropnie jej zazdroszczę. Ale abstrahując od mojej zazdrości, i tak pomysł wyprawy do Chrzanowa wcale mi się nie podobał. Po pierwsze nie znam tych okolic i założyłam, że będzie tam okropnie, po drugie zrobiło się potwornie zimno, a Didi w takim mrozie wygina się w podkówkę, podkurcza łapki i ani myśli spacerować. No i byłam zaskoczona, ale wcale nie na minus. Wręcz przeciwnie, bardzo na plus. Gmina Łęczyce jest niezwykle urokliwa, nie umiem dokładnie opisać co w niej zachwyca, ale ma czar. Niskie domki ustawione bez ścisku między rozległymi polami i odległymi lasami, przyroda nie jest nachalna, ale wszechobecna. Krajobraz przypomina Suwalszczyznę. Może to nie jest wymarzone miejsce do uprawiania turystyki, ale z całą pewnością wymarzone do mieszkania. Jak już znalazłyśmy się na miejscu, potwornie owiało nas na polu podczas prezentacji działki, ale już chwilę później ruszyłyśmy ścieżką w stronę lasu, przestało wiać, wyszło słońce i zrobiło się przyjemnie. Z całą pewnością można powiedzieć, że Gosia zamieszka w gigantycznym królestwie choinek, których plantacje ciągną się kilometrami. Doszłyśmy nad jezioro i stamtąd traktem końskim wróciłyśmy do samochodów. W sumie wędrowałyśmy półtorej godziny. Nieco zmarznięte wyruszyłyśmy do „Gospody po żubrem” w Salinie, gdzie solenizantka zaprosiła nas na pyszny żurek w chlebie i gorącą szarlotkę (my się jeszcze dopchałyśmy frytkami i kurczakiem). Psiaki odpoczywały pod restauracyjnym stołem załapując się na chlebek i frytki.

To był naprawdę fantastyczny dzień! Ja też chcę mieszkać w Chrzanowie, ale na razie będę tam często przyjeżdżać:)

Gosia w prezencie dostała prezent dla Misi;) – szelki norweskie w biedronki.

img_1154img_1158

A na okazję wyprawy w tak zimny dzień uszyłam dla Leny kosmiczny kubraczek, a dla Didi polarową bluzę, którą miała upchniętą pod kubrakiem.

img_1264

Szelki norweskie dla Loba – psiakowe szycie.

Pierwsze uszyte dla Loba szelki były zdecydowanie za duże. Nawet chyba trochę utrudniały mu stawianie łap. Zasłużył sobie na nowe. Ponieważ moje kolorowe tasiemki już się prawie skończyły,  z resztki „pomarańczowych piesków” powstały nowe dopasowane szelki norweskie. Szelki uszyte są z taśmy nośnej, a podszyte grubą siateczką dystansową.

img_0480_0img_0481img_0482

Poświąteczne gadu, gadu i szeleczki dla Didi.

Czas przedświąteczny upłynął mi na generalnych porządkach. Wreszcie nadarzyła się okazja, żeby wszystko odkurzyć, wyszorować i poukładać. Bardzo nie lubię sprzątać, ale efekty są prawdziwą nagrodą za wielogodzinną robotę. W przerwach szyłam dla Didi szeleczki. Niestety zgubiłam ostatnio na spacerze uszyte „borsuczki” i teraz babcia Di będzie ubierana w „turkusowe wiewióreczki”.

A w sobotę rano odbyliśmy rodzinny spacer po plaży, wschód słońca dawał piękne światło, idealne do robienia zdjęć (trochę niestety mniej idealnych). A na gwiazdkę psy dostały oczywiście prezenty, Didi myszkę, Lobo kaczkę, a Lena… Lena dostała myszkę, ale się na nią wypięła i obrażona poszła po swoją wysłużoną zabawkę Inię (tak, tak zabawka ma imię i jest ulubioną zabawką Leny od dziecka, to znaczy od szczeniaczka).

Pas do canicrossu, dogtrekkingu i skijoringu – psiakowe szycie.

Blog miał być o szyciu, a wyszedł o psim życiu. Każdy kto mnie zna, dobrze wie, że nie mogło być inaczej:). Po prostu psy rządzą moim życiem i szyciem.

Zawsze miałam słabość do psiej galanterii, kupowanie obroży, smyczy, szelek to była ogromna przyjemność. Ale jakiś czas temu przyszła moda na rękodzieło i ja tej modzie uległam. W naszym ciasnym mieszkaniu stanęły dwie maszyny do szycia, a ja poprosiłam moją mamę, żeby nauczyła mnie szyć. Krawcową z całą pewnością nie zostanę, ale „psiakowym szyciem” wyposażam siebie, przyjaciół, a czasem i innych właścicieli psów.

Ponieważ nie zawsze mogę puścić psy luzem, a trzymanie smyczy bywa bardzo niewygodne, postanowiłam uszyć pas do canicrossu, dogtrekkingu i skijoringu. Podpatrując  w internecie „jak to jest zrobione” uszyłam pas, który oczywiście trochę „udoskonaliłam” po swojemu. Czułabym się nie w porządku, więc muszę się przyznać, że pomogła mi też oczywiście mama, ale przysięgam, że każdy kolejny pas będzie już tylko mój, w pomyśle i wykonaniu.

A oto efekty pracy:

Pas wykonany jest z grubej kordury, a od wewnątrz z siatki dystansowej. Oczywiście potrzebne są jeszcze taśmy nośne, regulatory, klamra i tasiemka ozdobna. Dwie taśmy, które są umieszczone na udach sprawiają, że pas się nie przesuwa, a linka na oczkach umożliwia, psu swobodne przechodzenie na boki. Pas został już przetestowany na nartach biegowych i spacerze, jest naprawdę wygodny.