Moje życie stało się … tropieniem.

Budzę się i myślę, czy dziś pogoda jest wystarczająco dobra by ułożyć trop, jadę do pracy i kombinuję gdzie dziś będę tropić, wieczorem tropimy, a przed snem analizuję przeprowadzony trening.

Życie nabrało nowego sensu, podążam tropem – a to wszystko dzięki niezwykłej osobie, która przekazuje mi wiedzę tajemną, na temat tropienia oczywiście, dziękuję Ci Doroto:).

Cudowne weekendy w Borach Tucholskich.

Nic odkrywczego, ale jestem zakochana w wiejskim życiu. Tak bardzo żałuję, że moje marzenie mieszkania na wsi nie może stać się rzeczywistością. Na szczęście czasem są wolne weekendy i wtedy nic nie jest w stanie mnie zatrzymać w mieście. Dni spędzamy na leśnych wędrówkach, treningach tropienia z Didi, ćwiczeniu aportowania z wody z Lobem i czytaniu książek. Jest cudownie.

 

Pako – 8. psażer „Nostromo”

W piątek czwartego kwietnia wyruszyłyśmy z Didi do Warszawy. Naszym celem był udział w SKOPie2 czyli Ogólnopolskim Sprawdzianie Kompetencji Zespołów Tropiących. Ponieważ jechałam sama z Didi, przed podróżą zajrzałam na facebooka czy jakiś bokser w potrzebie nie „szuka” transportu. Okazało się, że tak – Pakuś musiał dostać się z Kwidzyna do Warszawy. Teraz jak myślę o tym bokserze jest mi bardzo smutno, że stracił dom, trzymam mocno kciuki by jak najszybciej rozpoczął nowe, szczęśliwsze życie przy boku kogoś kto go zrozumie, pokocha i da możliwość porządnego wybiegania się. Ale wtedy gdy znalazł się już razem ze mną i Didi w samochodzie byłam przerażona. Pako był tak zdenerwowany rozstaniem z właścicielem, że próbował wydostać się przez zamknięte okna. Przez całą podróż próbował przeskoczyć do przodu na moje siedzenie, albo na budkę z Didi, jak tylko udawało mi się go przytrzymać z tyłu wtedy w nerwach przeżuwał wszystkie paski i tkaniny w samochodzie. Każde choćby najmniejsze zwolnienie samochodu, nawet na światłach uaktywniało go tak bardzo, że wszystko zaczynało się na nowo, skoki, gryzienie, przeżuwanie. Przez 6 godzin jazdy nie usiadł i się nie położył na chwilę. Dostałam jednak kilka buziaków, ale nie mogłam okazać mu uczuć bo strasznie się podniecał i próbował na mnie wskoczyć. Nie mam oczywiście żalu do Paka, ale złość do jego właścicieli, że nie potrafili nawet w takiej chwili szczerze powiedzieć, że do podróży z nim trzeba się specjalnie przygotować. Dotarłam z bokserem bezpiecznie do Warszawy bez sikania, jedzenia, picia i potwornie umordowana.

Pakusiu – trzymaj się chłopaku, należy ci się nowy, dobry dom – choćby w nagrodę za to, że zniosłeś ten ogromny stres jakim było dla ciebie rozstanie z właścicielami i podróż z kompletnie obcą osobą.

Tu historia Paka, który pilnie szuka nowego domu:

http://www.sosbokserom.com.pl/index.php?option=com_psy&task=pokaz&pies_id=1530#8_04

Czy psy mogą lubić zakupy w centrach handlowych?

Już odpowiadam na powyższe pytanie: mogą:) i lubią.

Didi nienawidzi spacerów po mieście, po prostu staje okoniem i ani groźby, ani prośby nie skutkują. Pozostaje jedynie w sposób humanitarny dociągnąć ją do pierwszego trawnika i już po wszystkim galopować za nią do domu. Ale…, jest takie magiczne słowo, które sprawia, że Didi nawet w największy mróz, i to bez kubraka melduje się pod drzwiami i pędzi co sił w łapach, drapiąc pazurami asfalt i dusząc się na smyczy. Tym magicznym słowem jest „galeria”, choć raczej zwracam się do niej całym zdaniem „idziemy do galerii”. Didi ma po prostu fioła na punkcie chodzenia do olbrzymiego centrum handlowego Galerii Bałtyckiej. A Galeria jest pieskom i innym zwierzętom bardzo przyjazna, więc oczywiście zachęcam do robienia tam zakupów, no bo skoro kochają zwierzęta, należy im się najlepsza reklama. Didi prawie sama otwiera sobie do centrum drzwi, choć są tak ciężkie, że nawet człowiek nie zawsze sam daje radę. Oczywiście ma tam swój ulubiony sklep zoologiczny, tam przechadza się machając ogonem między półkami, ogląda legowiska, kocyki, wącha wory z karmą i przysmaki (nigdy nic nie podjada!), liczy zabawki (często dostaje jakąś w prezencie), czaruje panie sprzedające i zajada przysmaki, które jej podają. Kiedy już sklep zoologiczny jest zaliczony zadowolona przechadza się po korytarzach galerii, odwiedzając mięsny, piekarnię, sklep ze zdrową żywnością. A jak nadchodzi pora powrotu do domu to nie pozostaje nic innego jak wynieść ją na rękach, bo uzależniona od zakupów Didi ani myśli opuszczać Galerię Bałtycką.

Zabieramy więc naszą Didusię od czasu do czasu na zakupy, by sprawić jej przyjemność:)

20140213_195907